Nawet się nie zorientowałam, ze tyle czasu minęło od ostatniej bezsensownej notki. Teraz piszę kolejną bezsensowną. Bo prawda jest taka, że u mnie tylko i wyłącznie monotonia - wstaję rano, zbieram się, jadę na uczelnię, siedzę na zajęciach, wracam, coś tam porobię, kolacja, prysznic i spać. I tak dzień w dzień. Blah >.<
Dobrze, że chociaż na uczelni idzie w miarę do przodu, a zaległości w sumie równoważą się z sukcesami. Jest zdecydowanie lepiej niż było.
Poza tym mam wrażenie, że na swój sposób "choruję". Nie, nic mi nie dolega poważnego sensie fizycznym. Czasem moja psychika woła o pomstę do nieba, bo.... Bo to jest totalny bezsens, ale mi z tym dobrze. Wole coś takiego... Czasem lepiej się zamknąć w swoim wewnętrznym świecie. Bo tak słuchając koleżanek naokoło, człowiek nabiera wątpliwości, czy jest sens pakować się w cokolwiek i zyskać stricte tylko kulę u nogi, niż kogoś bliskiego.
Tak, zdecydowanie zostanę sobie sama z moją zrytą psychiką, bo tak jest fajniej i wygodniej. I możecie mówić co chcecie.
*ziewa*
Tak... Wynik tego, że nie mam jutro zajęć - siedzę do późna i jak zwykle dyskutuję na co najmniej dziwne tematy, prowadzę "interesujące" dyskusje i w ogóle jest fajnie ^-^ Oby przeżyć te trzy tygodnie, które pozostały do przerwy świątecznej...