Bo jak ma się za dużo wolnego czasu, to człowiek szuka jakiegokolwiek zajęcia, by się nie nudzić. W moim przypadku jest to poszukiwanie nowych zespołów do posłuchania, a jak się okazuje japońska scena muzyczna obfituje w nowości. Nie zawsze dobre, nie zawsze też tragiczne. Dodatkowo wcale nie muszą to być tegoroczne zespoły.
Jak narazie trafiłam na dwa fajne ^-^
DEATHGAZE
http://pl.youtube.com/watch?v=r2mcNl14nTc
Oraz na meth.
http://pl.youtube.com/watch?v=L34Z2POgYhw
Jak DEATHGAZE grają w większość cholernie mocno i domownicy mają już mnie dość, tak meth. nieco lżej, choć też zdarza im się zagrać cięży utwór. Fajnie jest ;)
A dodatkowo, znów zaczęłam pomału sięgać po anime. Po dłuższej przerwie jestem po 14 odcinkach "Soul Eater", a i zacieram łapki na "Vampire Knight" ;)
sobota, 19 lipca 2008
piątek, 11 lipca 2008
Cóż xDD [+ fic]
Jestem w szoku, że tego tu nie umieszczałam... Ale to później...
Także no... Bycia fangirlem ciąg dalszy i coś mi się widzi, że jeszcze trochę to potrwa ^^'
Poza tym miło jest, że ktoś sięga po j-rocka, jednakże stwierdzam, że wszyscy muzycy są totalnie zryci. Nie ważne czy to perkusista czy gitarzysta, Japończyk czy mój kumpel... Wszyscy jak jeden mąż mają nierówno pod sufitem. I dlaczego poznany dopiero co Stasiu [jak się przedstawił], stwierdza, że może mnie przytulić na pożegnanie, bo już się znamy? >.< Ech, życie ^^' A teraz stary dość "twór" i moje pierwsze podejście do narracji pierwszoosobowej ^^'
______
Tylko Od pewnego czasu wszystko układało mi się nie tak. Nie ważne czy było to drobne uszkodzenie drzwiczek od szafki, które przez moje zwlekanie z naprawą, zaowocowało wysypaniem się jej zawartości na moją głowę. Albo to po prostu przez moje zagmatwane myśli i galopującą wręcz wyobraźnie, podsuwającą mi tak niewiarygodne obrazy, iż chciałem skorzystać z rad psychologa. A to wszystko zaczęło się... Nawet nie wiem kiedy. Dziwi mnie jednak, że dopiero teraz zacząłem to „coś” dostrzegać. I zacząłem podejrzewać, iż właśnie to wywoływało ten chaos wokół mnie. Nie potrafiłem się skupić. Już któryś dzień z rzędu chłopaki powtarzali mi, że mnie nie poznają i na wszelkie sposoby próbowali przywrócić „dawnego mnie”. Muszę powiedzieć, że nigdy nie widziałem, że moi koledzy potrafią zachowywać się jak skończeni idioci, usiłując mnie rozśmieszyć. Najbardziej zaskoczył mnie nasz lider, który zazwyczaj w czasie promocji przedkłada pracę nad rozrywki. Ale dzisiaj to właśnie nasz perkusista, zaproponował wspólne wyjście na imprezę. Reita zakomunikował, że przyjedzie po mnie po dziewiętnastej. Wiedziałem, że nie muszę się spieszyć – on zawsze się spóźniał. Tak jak myślałem. Po godzinie dwudziestej, Reita zapukał intensywnie do drzwi mojego mieszkania, a gdy tylko je uchyliłem, nie dawał mi dojść do słowa ciągle przepraszając za spóźnienie. Powiedziałem mu, żeby nie tłumaczył się przede mną, tylko przed Kaiem. Uciszyło go to na kilka sekund, po czym zaczął mnie poganiać. Gdy podjechaliśmy pod klub okazało się, że narazie przyszedł tylko Ruki. Na nasze pytające spojrzenia odpowiedział, że lider się spóźni, bo pojechał po Aoi’ego. Właśnie. Nasz drugi gitarzysta – powód mojego ostatniego „dziwnego” zachowania, jak to określili moi drodzy koledzy. Jednak skwapliwie ukrywałem ten fakt, a przynajmniej starałem się ze wszystkich sił. Nikt nie musiał widzieć, że ciągle na niego zerkam, że na dźwięk jego imienia zaczynam się rozglądać, że moją twarz pokrywa delikatny rumieniec za każdym razem, gdy zwróci się do mnie. To jest normalne? Oczywiście... Tylko nie w przypadku dwóch facetów – tak przynamniej twierdzi większość naszego społeczeństwa. Dlatego, choćby mnie torturowano, nie przyznam się, że... No właśnie... Do czego właściwie się nie przyznam? Moje chwilowe „wyłączenie się” zostało bardzo szybko zauważone. Gorzej... Potwierdziło najbardziej czarne scenariusze, które układałam sobie w głowie. Oni wiedzieli. - Nie martw się, przyjedzie za chwilę – Ruki uśmiechnął się przyjaźnie, klepiąc mnie po ramieniu. Najwyraźniej zauważył, że rozglądałem się wokół, szukając wzrokiem znajomej sylwetki. - Wcale się nie martwię – burknąłem, odwracają się by nie mógł zauważyć rumieńca pojawiającego mi się na policzkach. – Wchodzimy do środka, czy czekamy na nich? - Właśnie przyjechali – Reita wskazał znajomy samochód, który właśnie podjechał na parking. Kai powitał nas jak zwykle uśmiechem i zaczął mówić coś o korkach, ale go nie słuchałem. Bardziej zainteresował mnie on. Patrzyłem na niego tak, jakbym go nigdy nie widział. Coś do mnie mówili, a ja nie mogłem oderwać wzroku od naszego czarnowłosego gitarzysty. Ubrał się niemal zwyczajnie i jak zwykle na czarno - tegoż koloru luźna koszula z nie do końca zapiętymi guzikami oraz zwykłe czarne spodnie. Mimo, iż było już ciemno miał ciemne okulary, a grzywka lekko opadała mu na twarz, którą zdobił teraz nieznaczny uśmiech. Gdyby nie Kai, który pociągnął mnie za ramię, nadal wpatrywałbym się jak urzeczony w Aoi’ego. W końcu weszliśmy do klubu. Prawdę powiedziawszy, nie miałem ochoty w ogóle tu przychodzić. Jedyne czego potrzebowałem to mojego łóżka, telewizora i „czegoś mocniejszego”. I tak przesiedziałbym cały wieczór pozwalając swoim myślom płynąć swobodnie w dobrze znanym mi kierunku. Jednak teraz nie musiałem puszczać wodzy fantazji, gdyż obiekt mojego zainteresowania siedział tuż obok mnie. Czułem się niezręcznie i ciągle miętosiłem w spoconych dłoniach wziętą ze stołu serwetkę, starając się nie spoglądać na Aoi’ego. Poczułem ulgę, gdy został oddelegowany, by przynieść nam piwo. Jednak nie dane mi było odprężyć się, gdyż chłopaki postanowili porozmawiać ze mną. - I co masz zamiar z tym zrobić? – zapytał bez wstępów Ruki. - Z czym? – zdziwiłem się, wbrew sobie szukając wzrokiem drugiego gitarzysty w tłumie gości. - Raczej z kim – sprostował Reita. – Myślisz, że nie widzimy jak się na niego gapisz? Milczałem. Nie miałem najmniejszej ochoty dzielić się moimi uczuciami, mimo iż wiedziałem, że chłopaki chcą mi najwyraźniej pomóc. Irytujące było to, iż oni wiedzieli co się dzieje w moim sercu, a ja oczywiście temu zaprzeczałem. Nie potrafiłem głośno przyznać się do tego. A już napewno byłem rozdarty – bo z jednej stron, chciałem zatrzymać to wszystko w sobie. Może kiedyś mi przejdzie... Natomiast z drugiej nie pragnąłem niczego innego jak bycia przytulonym przez niego. Tylko tyle i aż tyle. Potem może coś więcej... Nie, to już jest chore! Czułem na sobie wyczekujące spojrzenia kumpli, bo już jakiś czas zwlekałem z odpowiedzią. Jednak nie dokończyliśmy rozmowy, gdyż Aoi wrócił do stolika. Czas dłużył się niemiłosiernie. Wypijaliśmy kolejne piwa, co jakiś czas schodząc na parkiet. Około trzeciej w nocy zacząłem być już zmęczony. Gdy siedziałem przy stoliku, głowa sama zaczęła mi opadać i dobrze wiedziałem, że mogę zaraz usnąć, nie zważając na hałas panujący wewnątrz. Nagle poczułem, że ktoś ciężko zwala się koło mnie na kanapę. Gdy odwróciłem głowę, serce mało mi nie wyskoczyło z piersi. - Uru, nie śpij – uśmiechnął się do mnie Aoi. - Yhym – mruknąłem niezbyt inteligentnie w odpowiedzi. - Przejdziemy się? – zapytał ni stąd ni zowąd. Co miałem odpowiedzieć? Co zrobić? Ostatecznie posłuchałem się serca, które wrzeszczało „idź i wykorzystaj szansę”. Tak, zdecydowanie była to możliwość, by pobyć z nim trochę sam na sam. Dawno nie mieliśmy ku temu okazji. Byliśmy obaj zapracowani, jak cały zespół zresztą. Teraz jednak przemierzaliśmy kolejne uliczki w milczeniu. Jak dla mnie, było to bardzo krępujące i drżałem za każdym razem, gdy Aoi przypadkiem otarł się o mnie ramieniem. Gdy dotarliśmy do jakiegoś małego parku, przestałem czuć w sobie alkohol, który mnie usypiał. Przysiedliśmy na moment na ławeczce, a ja czułem się coraz dziwniej. On był jednocześnie tak blisko i tak daleko. Przyznam się, że bolało mnie to, iż wszyscy wiedzą co czuję, tylko nie on sam. Teraz też zdawał się nie zwracać na mnie uwagi, spoglądając w niebo. W końcu odwrócił twarz w moją stronę. - Co się z tobą ostatnio dzieje, co? – zapytał. - Kai cię na mnie nasłał? – zapytałem, zmęczony już ciągłym martwieniem się o mnie. - Nie, sam chcę wiedzieć... Gdzie jest ten uśmiechnięty Uruha, którego znam? „Zniknął i to przez ciebie!” odpowiedziałem sobie w myślach. W ogóle chciałem wykrzyczeć mu teraz wszystko w twarz. Powiedzieć, że jest cholernie przystojnym facetem, że mi się podoba i ze to wszystko przez niego. Ale nie potrafiłem, a raczej bałem się. Czego? Wyśmiania? Czy tego, że może zacząć mnie unikać? Że zniszczę naszą długoletnią przyjaźń? Niecodziennie przecież słyszy się takie wyznania. Jakie miałem teraz wyjście? Uciec? Tak, chyba tak... Wstałem szybko z ławki i już chciałem odejść, gdy Aoi złapał mnie za nadgarstek. - Nie idź... Porozmawiajmy... „Głupi, głupi, głupi!” wrzeszczałem na siebie w myślach. „Puść mnie... Błagam, puść mnie... I nie patrzy tak na mnie...”. - O czym? – zapytałem. - O tobie? O nas? - Nie ma żadnych nas... Udało mi się wyrwać. Zacząłem biec. Jak najdalej, jak najszybciej. Tak by mnie nikt nie złapał, nie znalazł, nie zauważył. Dlaczego ja do cholery płaczę?! Dlaczego do jasnej cholery stchórzyłem?! Miałem tę szansę. Chciałem tego, ale uciekłem. Tak jestem tchórzem, który najwyraźniej wstydzi się swoich uczuć, tchórzem, który marnuje chyba jedyną szansę w swoim życiu. Szansę na bycie z kimś. Szanse na uczucie, jakie by ono nie było... Jestem skończonym kretynem. Wiem, że będę tego żałował, ba, już żałuję... On dał mi wyraźny sygnał, ale może tylko to nadinterpretuję? Bo serce podpowiadało co innego, a jakaś cześć mojej osobowości karciła mnie, za wyobrażanie sobie niewiadomo jakich scenariuszów. Bo czego mogłem oczekiwać? Że wyzna mi miłość, padniemy sobie w ramiona i będziemy żyć długo i szczęśliwie? To było zbyt piękne i zbyt nierealne... Głupek ze mnie... Zakochany głupek... Nie wiedziałem dokąd biegnę. Nie wiele mnie to obchodziło. Wreszcie brakło mi tchu i oparłem się o ścianę najbliższego budynku. Gdy rozejrzałem się wokół, zobaczyłem, że jestem gdzieś w połowie drogi do mojego mieszkania. Chyba podświadomość mnie tu pokierowała... Nagle zmrużyłem oczy przed ostrym światłem samochodowych reflektorów. Po chwili pojazd odjechał, a ja zobaczyłem najbardziej nieporządną teraz osobę. Swoją drogą, skąd wiedział, gdzie się udam, gdzie mnie znajdzie? Śledził mnie cały czas? Dlaczego w ogóle przyjechał? - Co tu robisz? – zapytałem, chcąc odwrócić się, by nie zobaczył moich łez. Przecież faceci nie płaczą. - Oj Uru, Uru... – Aoi szepnął tylko i... przytulił mnie. Czułem, że nie był to przyjacielski uścisk. Zdecydowanie nie, a ja się nie wahałem i objął go starając się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, o ile było to możliwe. Niech ta chwila trwa wiecznie... A jeżeli to się nie uda, to niech ona się powtórzy jeszcze raz, dwa razy... Nieskończenie wiele razy. Jak najczęściej...
Także no... Bycia fangirlem ciąg dalszy i coś mi się widzi, że jeszcze trochę to potrwa ^^'
Poza tym miło jest, że ktoś sięga po j-rocka, jednakże stwierdzam, że wszyscy muzycy są totalnie zryci. Nie ważne czy to perkusista czy gitarzysta, Japończyk czy mój kumpel... Wszyscy jak jeden mąż mają nierówno pod sufitem. I dlaczego poznany dopiero co Stasiu [jak się przedstawił], stwierdza, że może mnie przytulić na pożegnanie, bo już się znamy? >.< Ech, życie ^^' A teraz stary dość "twór" i moje pierwsze podejście do narracji pierwszoosobowej ^^'
______
Tylko Od pewnego czasu wszystko układało mi się nie tak. Nie ważne czy było to drobne uszkodzenie drzwiczek od szafki, które przez moje zwlekanie z naprawą, zaowocowało wysypaniem się jej zawartości na moją głowę. Albo to po prostu przez moje zagmatwane myśli i galopującą wręcz wyobraźnie, podsuwającą mi tak niewiarygodne obrazy, iż chciałem skorzystać z rad psychologa. A to wszystko zaczęło się... Nawet nie wiem kiedy. Dziwi mnie jednak, że dopiero teraz zacząłem to „coś” dostrzegać. I zacząłem podejrzewać, iż właśnie to wywoływało ten chaos wokół mnie. Nie potrafiłem się skupić. Już któryś dzień z rzędu chłopaki powtarzali mi, że mnie nie poznają i na wszelkie sposoby próbowali przywrócić „dawnego mnie”. Muszę powiedzieć, że nigdy nie widziałem, że moi koledzy potrafią zachowywać się jak skończeni idioci, usiłując mnie rozśmieszyć. Najbardziej zaskoczył mnie nasz lider, który zazwyczaj w czasie promocji przedkłada pracę nad rozrywki. Ale dzisiaj to właśnie nasz perkusista, zaproponował wspólne wyjście na imprezę. Reita zakomunikował, że przyjedzie po mnie po dziewiętnastej. Wiedziałem, że nie muszę się spieszyć – on zawsze się spóźniał. Tak jak myślałem. Po godzinie dwudziestej, Reita zapukał intensywnie do drzwi mojego mieszkania, a gdy tylko je uchyliłem, nie dawał mi dojść do słowa ciągle przepraszając za spóźnienie. Powiedziałem mu, żeby nie tłumaczył się przede mną, tylko przed Kaiem. Uciszyło go to na kilka sekund, po czym zaczął mnie poganiać. Gdy podjechaliśmy pod klub okazało się, że narazie przyszedł tylko Ruki. Na nasze pytające spojrzenia odpowiedział, że lider się spóźni, bo pojechał po Aoi’ego. Właśnie. Nasz drugi gitarzysta – powód mojego ostatniego „dziwnego” zachowania, jak to określili moi drodzy koledzy. Jednak skwapliwie ukrywałem ten fakt, a przynajmniej starałem się ze wszystkich sił. Nikt nie musiał widzieć, że ciągle na niego zerkam, że na dźwięk jego imienia zaczynam się rozglądać, że moją twarz pokrywa delikatny rumieniec za każdym razem, gdy zwróci się do mnie. To jest normalne? Oczywiście... Tylko nie w przypadku dwóch facetów – tak przynamniej twierdzi większość naszego społeczeństwa. Dlatego, choćby mnie torturowano, nie przyznam się, że... No właśnie... Do czego właściwie się nie przyznam? Moje chwilowe „wyłączenie się” zostało bardzo szybko zauważone. Gorzej... Potwierdziło najbardziej czarne scenariusze, które układałam sobie w głowie. Oni wiedzieli. - Nie martw się, przyjedzie za chwilę – Ruki uśmiechnął się przyjaźnie, klepiąc mnie po ramieniu. Najwyraźniej zauważył, że rozglądałem się wokół, szukając wzrokiem znajomej sylwetki. - Wcale się nie martwię – burknąłem, odwracają się by nie mógł zauważyć rumieńca pojawiającego mi się na policzkach. – Wchodzimy do środka, czy czekamy na nich? - Właśnie przyjechali – Reita wskazał znajomy samochód, który właśnie podjechał na parking. Kai powitał nas jak zwykle uśmiechem i zaczął mówić coś o korkach, ale go nie słuchałem. Bardziej zainteresował mnie on. Patrzyłem na niego tak, jakbym go nigdy nie widział. Coś do mnie mówili, a ja nie mogłem oderwać wzroku od naszego czarnowłosego gitarzysty. Ubrał się niemal zwyczajnie i jak zwykle na czarno - tegoż koloru luźna koszula z nie do końca zapiętymi guzikami oraz zwykłe czarne spodnie. Mimo, iż było już ciemno miał ciemne okulary, a grzywka lekko opadała mu na twarz, którą zdobił teraz nieznaczny uśmiech. Gdyby nie Kai, który pociągnął mnie za ramię, nadal wpatrywałbym się jak urzeczony w Aoi’ego. W końcu weszliśmy do klubu. Prawdę powiedziawszy, nie miałem ochoty w ogóle tu przychodzić. Jedyne czego potrzebowałem to mojego łóżka, telewizora i „czegoś mocniejszego”. I tak przesiedziałbym cały wieczór pozwalając swoim myślom płynąć swobodnie w dobrze znanym mi kierunku. Jednak teraz nie musiałem puszczać wodzy fantazji, gdyż obiekt mojego zainteresowania siedział tuż obok mnie. Czułem się niezręcznie i ciągle miętosiłem w spoconych dłoniach wziętą ze stołu serwetkę, starając się nie spoglądać na Aoi’ego. Poczułem ulgę, gdy został oddelegowany, by przynieść nam piwo. Jednak nie dane mi było odprężyć się, gdyż chłopaki postanowili porozmawiać ze mną. - I co masz zamiar z tym zrobić? – zapytał bez wstępów Ruki. - Z czym? – zdziwiłem się, wbrew sobie szukając wzrokiem drugiego gitarzysty w tłumie gości. - Raczej z kim – sprostował Reita. – Myślisz, że nie widzimy jak się na niego gapisz? Milczałem. Nie miałem najmniejszej ochoty dzielić się moimi uczuciami, mimo iż wiedziałem, że chłopaki chcą mi najwyraźniej pomóc. Irytujące było to, iż oni wiedzieli co się dzieje w moim sercu, a ja oczywiście temu zaprzeczałem. Nie potrafiłem głośno przyznać się do tego. A już napewno byłem rozdarty – bo z jednej stron, chciałem zatrzymać to wszystko w sobie. Może kiedyś mi przejdzie... Natomiast z drugiej nie pragnąłem niczego innego jak bycia przytulonym przez niego. Tylko tyle i aż tyle. Potem może coś więcej... Nie, to już jest chore! Czułem na sobie wyczekujące spojrzenia kumpli, bo już jakiś czas zwlekałem z odpowiedzią. Jednak nie dokończyliśmy rozmowy, gdyż Aoi wrócił do stolika. Czas dłużył się niemiłosiernie. Wypijaliśmy kolejne piwa, co jakiś czas schodząc na parkiet. Około trzeciej w nocy zacząłem być już zmęczony. Gdy siedziałem przy stoliku, głowa sama zaczęła mi opadać i dobrze wiedziałem, że mogę zaraz usnąć, nie zważając na hałas panujący wewnątrz. Nagle poczułem, że ktoś ciężko zwala się koło mnie na kanapę. Gdy odwróciłem głowę, serce mało mi nie wyskoczyło z piersi. - Uru, nie śpij – uśmiechnął się do mnie Aoi. - Yhym – mruknąłem niezbyt inteligentnie w odpowiedzi. - Przejdziemy się? – zapytał ni stąd ni zowąd. Co miałem odpowiedzieć? Co zrobić? Ostatecznie posłuchałem się serca, które wrzeszczało „idź i wykorzystaj szansę”. Tak, zdecydowanie była to możliwość, by pobyć z nim trochę sam na sam. Dawno nie mieliśmy ku temu okazji. Byliśmy obaj zapracowani, jak cały zespół zresztą. Teraz jednak przemierzaliśmy kolejne uliczki w milczeniu. Jak dla mnie, było to bardzo krępujące i drżałem za każdym razem, gdy Aoi przypadkiem otarł się o mnie ramieniem. Gdy dotarliśmy do jakiegoś małego parku, przestałem czuć w sobie alkohol, który mnie usypiał. Przysiedliśmy na moment na ławeczce, a ja czułem się coraz dziwniej. On był jednocześnie tak blisko i tak daleko. Przyznam się, że bolało mnie to, iż wszyscy wiedzą co czuję, tylko nie on sam. Teraz też zdawał się nie zwracać na mnie uwagi, spoglądając w niebo. W końcu odwrócił twarz w moją stronę. - Co się z tobą ostatnio dzieje, co? – zapytał. - Kai cię na mnie nasłał? – zapytałem, zmęczony już ciągłym martwieniem się o mnie. - Nie, sam chcę wiedzieć... Gdzie jest ten uśmiechnięty Uruha, którego znam? „Zniknął i to przez ciebie!” odpowiedziałem sobie w myślach. W ogóle chciałem wykrzyczeć mu teraz wszystko w twarz. Powiedzieć, że jest cholernie przystojnym facetem, że mi się podoba i ze to wszystko przez niego. Ale nie potrafiłem, a raczej bałem się. Czego? Wyśmiania? Czy tego, że może zacząć mnie unikać? Że zniszczę naszą długoletnią przyjaźń? Niecodziennie przecież słyszy się takie wyznania. Jakie miałem teraz wyjście? Uciec? Tak, chyba tak... Wstałem szybko z ławki i już chciałem odejść, gdy Aoi złapał mnie za nadgarstek. - Nie idź... Porozmawiajmy... „Głupi, głupi, głupi!” wrzeszczałem na siebie w myślach. „Puść mnie... Błagam, puść mnie... I nie patrzy tak na mnie...”. - O czym? – zapytałem. - O tobie? O nas? - Nie ma żadnych nas... Udało mi się wyrwać. Zacząłem biec. Jak najdalej, jak najszybciej. Tak by mnie nikt nie złapał, nie znalazł, nie zauważył. Dlaczego ja do cholery płaczę?! Dlaczego do jasnej cholery stchórzyłem?! Miałem tę szansę. Chciałem tego, ale uciekłem. Tak jestem tchórzem, który najwyraźniej wstydzi się swoich uczuć, tchórzem, który marnuje chyba jedyną szansę w swoim życiu. Szansę na bycie z kimś. Szanse na uczucie, jakie by ono nie było... Jestem skończonym kretynem. Wiem, że będę tego żałował, ba, już żałuję... On dał mi wyraźny sygnał, ale może tylko to nadinterpretuję? Bo serce podpowiadało co innego, a jakaś cześć mojej osobowości karciła mnie, za wyobrażanie sobie niewiadomo jakich scenariuszów. Bo czego mogłem oczekiwać? Że wyzna mi miłość, padniemy sobie w ramiona i będziemy żyć długo i szczęśliwie? To było zbyt piękne i zbyt nierealne... Głupek ze mnie... Zakochany głupek... Nie wiedziałem dokąd biegnę. Nie wiele mnie to obchodziło. Wreszcie brakło mi tchu i oparłem się o ścianę najbliższego budynku. Gdy rozejrzałem się wokół, zobaczyłem, że jestem gdzieś w połowie drogi do mojego mieszkania. Chyba podświadomość mnie tu pokierowała... Nagle zmrużyłem oczy przed ostrym światłem samochodowych reflektorów. Po chwili pojazd odjechał, a ja zobaczyłem najbardziej nieporządną teraz osobę. Swoją drogą, skąd wiedział, gdzie się udam, gdzie mnie znajdzie? Śledził mnie cały czas? Dlaczego w ogóle przyjechał? - Co tu robisz? – zapytałem, chcąc odwrócić się, by nie zobaczył moich łez. Przecież faceci nie płaczą. - Oj Uru, Uru... – Aoi szepnął tylko i... przytulił mnie. Czułem, że nie był to przyjacielski uścisk. Zdecydowanie nie, a ja się nie wahałem i objął go starając się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, o ile było to możliwe. Niech ta chwila trwa wiecznie... A jeżeli to się nie uda, to niech ona się powtórzy jeszcze raz, dwa razy... Nieskończenie wiele razy. Jak najczęściej...
poniedziałek, 7 lipca 2008
Ona jest trochę do pani podobna
Czyli jak kończy sie pokazywanie fotek j-rockerów osobom niewtajemniczonym. Tu była to fryzjerka, która zobaczyła zdjęcia Kanona ^^' Jaka była zdziwiona, gdy dowiedziała się, że to chłopak, Japończyk xDD Ale przynajmniej ścięła fajnie włosy ^^ Teraz trzeba się w jakiś specyfik [żel, pianka, cholera wie co] zaopatrzyć, by doprowadzić fryz do fajnej postaci ^^'
Btw, dosłownie przed chwile dorwałam i jestem zachwycona ^-^ Posłuchajcie sobie *-*
A jako dodatek, wreszcie zakończenie "Centrum handlowego" ^^' I nadal twierdzę, że nie umiem pisać yaoi ^^'
_____________________
Zaskakujące było, że pomimo różnicy wieku tak dobrze się dogadywali. Starszy gitarzysta okazał się być wesołą i sympatyczną osobą, mimo iż wyraźnie spoważniał i z chłopaka zaczynał stawać się prawdziwym mężczyzną. Nie dało się tego przeoczyć. Gdy Kanon dorwał w jednym z magazynów jego ostatnią sesję zdjęciową, był naprawdę zaskoczony i przez kilka chwil kartkował gazetę, zanim złapał nieco zniecierpliwione spojrzenie sprzedawcy.
Młody basista wciąż postrzegał go jednak w dwóch aspektach, mimo iż usilnie starał się skupić bardziej na charakterze czarnowłosego, niż na jego innych walorach. Od incydentu z zepsutym samochodem, Kanon bywał u niego kilka razy, ale nigdy nie wylądowali w łóżku, czego chłopak się obawiał. Wreszcie zaczął czuć się nieco swobodniej w towarzystwie Aoi’ego, choć gdy tamtemu zdarzało się pocałować go delikatnie na pożegnanie, znów zaczynał się czuć nieco niezręcznie. Tym bardziej, że Miyavi bywał znacznie częściej i w wiadomych celach. Zdecydowanie nie lubił się mijać z nim w domu gitarzysty, gdyż zazwyczaj tamten zdawał się lubić wprawiać go w zakłopotanie, nagminnym przytulaniem go. Żeby tylko przytulaniem. Gdyby nie interwencje Aoi’ego, Kanon wylądował by w łóżku wokalisty, który dodatkowo chciałby mieć czarnowłosego jeszcze do towarzystwa. Jednak ani basista, ani Aoi nie wyrażali na to najmniejszych chęci.
Jeżeli chodziło zaś o pozostałych członków zespołów, to jak w An Cafe wszyscy wiedzieli o nowej znajomości Kanon’a, tak w Gazette tylko Uruha orientował się co i jak. Aoi zresztą wolał by tak to zostało, gdyż nie miał ochoty znosić docinków Reity. Kanon zaś musiał nauczyć się przestać reagować na zaczepki kumpli i pytania o to, czy znów jedzie do swojego chłopaka.
Próba, a właściwie przerwa na kawę, gdyż było dość wcześnie. Tak przynamniej twierdził Miku, gdyż dla niego dziesiąta to wczesny ranek. Właściwie koledzy nie zwracali na niego uwagi, gdyż wiedzieli, iż ich kumpel wczorajszego wieczoru był na jakimś przyjęciu. Gdy wokalista wypijał drugą kawę pod rząd, drzwi od studia otworzyły się cicho, a osoba która pojawiła się na progu, spowodowała, iż Kanon rozlał zawartość swojego kubka.
- Cześć – Aoi bez skrępowania wszedł do środka i spojrzał po nieco zaskoczonych minach młodszych kolegów, po czym zwrócił się do Kanona. – Możemy pogadać?
Basista zdołał jedynie skinąć głową w odpowiedzi. Zbyt zszokowała go obecność czarnowłosego w ich studiu, gdyż zdecydowanie się tego nie spodziewał. Nie docierała do niego rozmowa gitarzysty z Miku, który z uśmiechem wskazał małą kuchnię, gdzie można spokojnie porozmawiać. Nie zwrócił też uwagi na wołanie reszty kolegów, by się nie spieszyli, ale bardzo dobrze poczuł, jak Aoi lekko obejmuje go i prowadzi do pomieszczenia obok. Gdy drzwi wreszcie się zamknęły, udało mu się wydusić pytanie.
- Co tu robisz?
- Właściwie to chciałam ci o czymś powiedzieć – gitarzysta podszedł bliżej i przyciągnął do siebie młodszego, tak że nie dzieliła ich właściwie żadna odległość, po czym dodał. – Osobiście...
- Chyba już o tym rozmawialiśmy... Wtedy... Ja... – chłopakowi nie dane było do kończyć zdania, gdyż czarnowłosy pocałował go, tym razem jednak leniwie i nie nachalnie. Gdy oderwał się na chwilę, Kanon spojrzał na niego wojowniczo. – Nie tutaj. I mów wreszcie o co chodzi, bo mnie chłopaki zabiją, jeżeli próba się przedłuży...
- Mnie Kai zabije, jak ja nie wrócę do nas na próbę – roześmiał się gitarzysta, uwalniając kolegę z objęć. – Właściwie, to chciałam zaprosić cię na jutrzejsza imprezę u mnie. Będą co prawda chłopaki z zespołu, ale jak chcesz możesz zabrać jeszcze kogoś ze sobą....
- Nie mogłeś powiedzieć mi tego przez telefon? – Kanon sięgnął do kieszeni po papierosy i odpalił jednego.
- Nie mów, że ci się nie podobało...
- Podobało, podobało... – basista machnął niecierpliwie ręką, ale pod wpływem wyczekującego spojrzenia starszego, dodał. – Dobra, przyjdę...
Aoi uśmiechnął się i raźnym krokiem ruszył do drzwi. Przez chwilę zawahał się, po czym otworzył je z rozmachem. Miał w tym swój cel, gdyż ten niespodziewany ruch, sprawił, że podsłuchująca reszta zespołu An Cafe, odskoczyła jak oparzona, po czym bardzo szybko znalazła sobie jakieś inne zajęcia, udając, że kompletnie nic nie słyszeli i nie widzieli. Ciemnowłosy pokręcił z rozbawieniem głową, machnął jeszcze wszystkim na pożegnanie i szybko ruszył na parking do samochodu. I tak był już spóźniony na próbę.
Gdy Kanon wyszedł do chłopaków, zaraz został zaatakowany ciekawskimi spojrzeniami, ale chyba tylko Yuuki zdecydował się zadać pytanie.
- To prawda co Miku widział przez dziurkę od klucza? – wokalista nagle stwierdził, że musi wyjść do toalety i zniknął w przeciągu kilku sekund, natomiast klawiszowiec uściślił swoje pytanie, widząc zdziwienie Kanona. – No, że się całowaliście?
Basista najpierw nie wiedział co odpowiedzieć, jednak za chwilę priorytetem stało się zamordowanie Miku, który podejrzanie długo nie wracał. Wreszcie do studia zaciągnął go Teruki, a wokalista został obdarowany mocnym pacnięciem w głowę przez Kanona. Gdy wreszcie przestali się kłócić o podglądanie i podsłuchiwanie, mogli kontynuować próbę.
Aoi po raz któryś musiał biec otworzyć drzwi. Dziwił się, że aż tyle osób zaprosił i w sumie niepotrzebnie mówił, iż mogą zabrać kogoś do towarzystwa. Owszem, miał dość spory dom, jednak po przybyciu większość gości salon wydał się podejrzanie ciasny. Dobrze, że pogoda dopisywała i mógł pootwierać okna, gdyż większość towarzystwa stanowili palacze i wszystko nieuchronnie mogło przesiąknąć papierosowym dymem. Gitarzysta rozejrzał się po twarzach zebranych – wszyscy to znajomi z wytwórni, kilka osób to ktoś z dawnych czasów, jednak brakowało mu tu dwóch osób. Pewnie dlatego za każdym razem, gdy rozległ się dzwonek drzwi, szedł otworzyć z nieco bijącym sercem. Tak było i tym razem. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa, gdy osoba stojąca na progu z miejsca przyszpiliła go do ściany i chciwie pocałowała. Gdy udało mu się wreszcie wyswobodzić, rzucił krótkie niezbyt przyjazne spojrzenie.
- Meev, oby to był ostatni raz na tej imprezie.
- Co, kryjesz się przed kumplami?
- Tylko Uruha wie – rzucił niechętnie czarnowłosy, prowadząc kumpla do reszty gości. Za chwilę dodał cicho. – Zaprosiłem Kanon’a...
- Spodobał ci się chłopak, co? - zapytał równie cicho Miyavi, co jakiś czas witając się entuzjastycznie z pozostałymi. Widząc jednak naburmuszoną minę Aoi’ego który nie miał najmniejszej ochoty odpowiadać na to pytanie postanowił nie poruszać tego tematu.
Mijały kolejne godziny, a Kanon nie pojawiał się. Aoi zastanawiał się, dlaczego ten fakt tak go martwi. Może to była kwestia tego, że ostatnio spędzili trochę czasu ze sobą, poznali się bliżej i zaczęli naprawdę dobrze dogadywać. Jednak ta okazja mogła nie być najlepsza do spotkania się, bo chłopak właściwie nikogo oprócz niego i Miyavi’ego nie znał i pewnie dlatego wolał nie przychodzić. A znając humory Reity i Uru gdy sobie wypiją, na młodszym nie zostałaby sucha nitka.
Czarnowłosy wyciągał z zamrażarki kolejne dwie butelki wysokoprocentowego napoju, gdy poczuł jak ktoś chwyta go za biodra. Nie musiał się nawet oglądać, kto to, tylko strzepnął niecierpliwie dłonie napastnika i wyprostował się. Jakoś nie uśmiechało mu się, żeby ktokolwiek się czegoś dowiedział. I tak Uruha krzywo się na niego patrzył z niewiadomych powodów, szczególnie, gdy Miyavi kręcił się gdzieś obok czarnowłosego. Jednak wyższy chłopak dziś już wypił wystarczająco dużo, by nabrać chęci dobrania się do Aoi’ego. Gitarzysta musiał tłumaczyć mu cierpliwie, że nie teraz i nie tutaj i pewnie, dlatego nie usłyszał dzwonka do drzwi.
Kanon jeszcze raz nacisnął przycisk, ale już zaczął wątpić by ktoś cokolwiek usłyszał. Z otwartych okien wylewała się głośna muzyka i śmiechy. Chłopak zerknął na Miku, który rozglądał się z ciekawością dookoła. Nie wiedział, po co zabrał akurat wokalistę. Chyba tylko, dlatego, że podsłuchał rozmowę jego i Aoi’ego i uparł się, że chce iść na imprezę. I to właśnie przez Miku, obaj przyszli zdecydowanie spóźnieni. Kanon nawet nie chciał myśleć ile to było czasu. Ponownie nacisnął dzwonek i długo przytrzymał przycisk, gdy nagle drzwi otworzyły się.
- Nie dzwoń tak do cholery! – obaj spojrzeli zaskoczeni na tego kto im otworzył i za chwilę rozpoznali Uruhę. Gitarzysta także przyglądał się im ze zdziwieniem, ale w końcu przepuścił w drzwiach. – Aoi jest w kuchni i jak mniemam zabawia się z Miyavi’m. Wchodźcie i rozgośćcie się.
Chłopaków przywitały zaciekawione spojrzenia, przez co czuli się trochę jak jakieś okazy na wystawie, jednak za chwilę zebrało się wokół nich mnóstwo ludzi, z których każdy chciał podać rękę, przedstawić się i zagadać. Tak, zdecydowanie alkohol zrobił swoje i po chwili młodsi muzycy zostali wciągnięci w wir zabawy i rozmów. To zamieszanie ściągnęło Aoi’ego do pokoju, który rozpromienił się na widok Kanon’a. Od razu przysiadł się do chłopaka.
- Co tak długo?
- Miku nie potrafi się szybko zebrać – odpowiedział basista, wskazują na wokalistę, który akurat toczył zawziętą dyskusję z chłopakami z alice nine. – Przepraszam...
- Daj spokój – czarnowłosy poczochrał młodszego po włosach i uśmiechnął się. – Dzięki, że w ogóle jesteś...
Kanon również lekko uśmiechnął się. Tak w ogóle to poczuł ogromną ulgę. Ani Aoi się nie złościł, ani nikt nie potraktował ich jak intruzów – ogólnie wszystko wyglądało nadzwyczaj idealnie. Ale oczywiście coś, a dokładniej ktoś musiał przerwać tę sielankę. Pierwszą taką osobą był oczywiście Miyavi, który gdy tylko spostrzegł chłopaka zaraz się do niego przykleił i zaczął zagadywać. Jednak tym, kto wyswobodził go z jego objęć nie był czarnowłosy gitarzysta, ale jego kumpel Uruha, który poprosił Kanon’a na słówko. Jedynym miejscem, gdzie można było spokojnie porozmawiać, okazała się być kuchnia i tam obaj się udali. Jasnowłosy przez chwilę zupełnie się nie odzywał, tylko palił papierosa, ale w końcu zapytał:
- Dlaczego cię zaprosił?
- Aoi? Nie wiem, tak po prostu... – Kanon był zaskoczony pytaniem starszego kolegi. Czuł, że zachowuje on jakiś dziwny dystans i odnosi się do niego nieco chłodno. Jedna myśl, która wpadła mu do głowy była wręcz nieprawdopodobna, ale jednocześnie bardzo wiele mu tłumaczyła. Przez dłuższą chwilę zbierał się na odwagę by zapytać. – Słuchaj, to nic poważnego... ja nie będę stać nikomu na drodze...
- O czym ty w ogóle mówisz? – Uru uniósł brwi w zdziwieniu, a po chwili jednak zorientował się o co chodzi chłopakowi. – Nic mnie z Aoi’m nie łączy. Tu raczej chodzi o ciebie.
- Nie rozumiem – młodszy nadal nie bardzo wiedział, o co chodzi gitarzyście, choć podświadomość, podpowiadała mu dość zaskakujące rozwiązanie. – Przecież my nic...
- Nie? – tym razem jasnowłosy był kompletnie zaskoczony. – Aoi dość często o tobie wspomina i to w superlatywach, więc byłem przekonany, że coś więcej się szykuje... Słuchaj młody, nie patrz się tak na mnie – Uruha roześmiał się głośno widząc spojrzenie chłopaka. – Mówię, że nic mnie z nim nie łączy. No może oprócz jednego niefortunnego zdarzenia, ale pewnie już ci o tym opowiedział.
- Nie mówiłem - nagle w kuchni pojawił się czarnowłosy gitarzysta, podszedł do Kanon i lekko objął go ramieniem. – Co ty wymyślasz Uruha? Idź do Reity, bo się zaraz z Sagą pokłóci.
- Nie mam jeszcze przypadkiem pilnować Meev’a?
- Nie, bo zasnął na kanapie – Aoi roześmiał się, a gdy młodszy gitarzysta wyszedł, usiadł się na krześle obok. – Dlaczego masz taką zaskoczoną minę?
- Bo byłem przekonany, że on jest o ciebie zazdrosny – odpowiedział basista będąc przy tym nieco zażenowanym.
- Uru? Nie żartuj. Od miesiąca robi podchody w stronę Reity, tylko tamten debil tego nie zauważa.
- A między wami... ?
- Dlaczego pytasz? – czarnowłosy spojrzał badawczo na młodszego, który odwrócił głowę, starając się ukryć coraz bardziej czerwone policzki. – Kanon, wiedz, że jedyne co nas łączy to fakt, że się raz przespaliśmy... To jest ten tragiczny pierwszy raz z facetem o którym ci kiedyś napomknąłem.
Kanon jakoś nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. Z jednej strony czuł ulgę, a z drugiej zastawiał się, dlaczego nagle rozmowa zeszła na tak nieoczekiwany tor. Miał wrażenie, iż wychodzi na zazdrosnego i chce się upewnić, że Aoi jest całkowicie wolny. Nie dane było im więcej porozmawiać, gdyż nagle rozległ się hałas z salonu. Ciemnowłosy natychmiast wybiegł zobaczyć co się dzieje, jednak okazało się, że to tylko Reita chciał coś wytłumaczyć Sadze. Chyba chodziło o sposób gry na basie, jednak nie udało mu się czegokolwiek pokazać, gdyż potknął się i runął jak długi na podłogę. Wszyscy ryknęli śmiechem, natomiast Uruha zaoferował się, że odstawi basistę do domu. Potem już wszystko przebiegło bez najmniejszych problemów. Miyavi do końca wieczoru spał smacznie na kanapie, a pozostali dobrze i głośno się bawili do momentu, gdy każdemu zaczęło się chcieć spać. Ostatecznie zadzwoniono po kilka taksówek, które gdy podjechały, natychmiast zostały oblężone. Kanon przez moment wahał się czy wsiadać czy nie. Spojrzał na Miku, ale ten mrugnął do niego tylko i poklepał po ramieniu. Gdy samochody odjechały młodszy spojrzał na Aoi’ego, który wydawał się być zmęczony tym całym rozgardiaszem.
- Dlaczego zostałeś? – zapytał ciemnowłosy, przyglądając się z uwagą chłopakowi i wprowadzając go do środka.
- Po prostu chciałem – odpowiedział cicho i zaczął pomagać zbierać porozrzucane butelki i papiery. Jednak bardzo szybko zrezygnowali, gdyż okazało się to być zadaniem wymagającym dużej ilości czasu, a oni byli już zdecydowanie zmęczeni. Gdy zebrali to, co leżało gdzieś na drodze i można było się o to potknąć, Kanon udał się wziąć szybki prysznic. Jednak gdy już się wykąpał, przypomniał sobie, że przecież absolutnie nic nie ma ze sobą – ani ubrania na zmianę, ani nie poprosił o ręcznik, by się móc czymś owinąć. Minęła dłuższa chwila, gdy zakręcił wodę i zaczęło mu być zimno, dlatego zdecydował się zawołać Aoi’ego. Ten pojawił się za kilka chwil, a gdy tylko młodszy uchylił drzwi od razu wyciągnął ręcznik uśmiechając się przy tym i oszczędzając mu oceniającego spojrzenia. Rzucił tylko, że czeka na niego u siebie w pokoju i zamknął drzwi, pozostawiając chłopaka w ogromnej konsternacji. Jedno zdanie, niby niewinne, a zabrzmiało dość dwuznacznie. A może to tylko jego chora wyobraźnia? Przecież dotąd nic nie było, więc dlaczego teraz miałoby mieć miejsce? I dlaczego do jego pokoju? Przecież ma pokój gościnny. A może chciał porozmawiać? „Tak, na pewno chce porozmawiać” wmawiał sobie basista, owijając ręcznik wokół bioder i nieco niepewnie kierując kroki do sypialni Aoi’ego. Zamarł przez chwilę z ręką na klamce, gdyż akurat teraz przypomniało mu się, iż ciemnowłosy był ostatnio w stosunku do niego bardziej czuły niż zwykle. Nie przeszkadzało mu to, a nawet się cieszył, jednak teraz zawahał się. W końcu wszedł do środka. Zastał Aoi’ego siedzącego przy laptopie, ale gdy gitarzysta usłyszał, że ktoś wchodzi natychmiast odwrócił swoją uwagę od monitora.
- Nie zmarzniesz? – zapytał wstając z miejsca i podchodząc do szafy. – Jak chcesz, mogę dać ci do ubrania, to co ostatnio...
- Byłbym wdzięczny...
Kanon ponownie otrzymał ten sam dres, który miał na sobie, gdy pierwszy raz wylądował w mieszkaniu gitarzysty, który teraz udał się wreszcie pod prysznic. Chłopak szybko przebrał się, jednak nie wiedział co ma dalej robić. Czy może przenieść się do pokoju, gdzie ostatnio nocował, czy poczekać tutaj. A jeżeli tak, to czym się przez chwilę zająć. Zerknął w stronę laptopa, jednak bardzo szybko porzucił zamiar zobaczenia, czego tamten szukał – nie był aż tak ciekawski jak Miku, a zresztą nie chciał narobić sobie problemów. Usiadł na skraju łóżka i zaczął się rozglądać po niewielkiej sypialni. W porównaniu to ogromnego domu, była bardzo mała, ale za to przytulna. Po chwili wrócił gitarzysta i najwyraźniej wydawał się zaskoczony obecnością chłopaka. Przysiadł się do niego i powiedział:
- Byłem przekonany, że pójdziesz do tamtego pokoju – nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi, a młodszy znów tylko uparcie wpatrywał się w swoje dłonie. – Jak chcesz zostać, to nie widzę problemu – dodał unosząc głowę chłopaka, tak by móc spojrzeć na niego, po czym pochylił się zamierzając go pocałować.
- Dlaczego to robisz? – zapytał Kanon, odsuwając się. – Nie jestem Miyavi’m...
- Wiem – odpowiedział ciemnowłosy, mając spokojny, ale przy tym zdecydowany ton. – I pytasz się dlaczego... – Aoi zamyślił się na chwilę, po czym roześmiał. – Nie przywykłem do takich scen. A tak szczerze, to nie wiem Non-chan...
- Skąd...?
- Ten twój kumpel, Miku o ile się nie mylę, tak do ciebie mówił – przerwał ciemnowłosy, któremu spodobało się to zdrobnienie i tak teraz mu pasowało do chłopaka, który siedział nieco zakłopotany tak jak wtedy, gdy pierwszy raz doszło między nimi do czegoś poważniejszego. Wydało mu się to dość zabawne, porównując z zachowaniem kreowanym przez Kanona na koncertach czy sesjach zdjęciowych, a nawet z tym jaki był, gdy ot tak zwyczajnie rozmawiali na stopie przyjacielskiej. Dopiero niedawno postanowił spróbować skierować tę znajomość na nieco inny tor, ale przy tym nie odstraszyć młodszego. Wolał poczekać na jego zgodę, niżeli narażać tę znajomość. Dlatego teraz siedzieli w milczeniu obok siebie, nie chcąc wykonać żadnego gestu, zupełnie tak jak za pierwszym razem. Aoi widział, że Kanon chce coś powiedzieć i cierpliwie czekał. Gdy tamten się odezwał, praktycznie go nie usłyszał i poprosił o powtórzenie. Chłopak przełknął ślinę i powiedział nieco głośniej.
- Wiesz, że nie powiem ci tego, czego byś pewnie oczekiwał, prawda?
- Wiem. Nie będę cię przecież zmuszał – gitarzysta ponownie podjął próbę zbliżenia się do chłopaka i tym razem tamten nie odsunął się, nie strącił ręki Aoi’ego ze swojego ramienia. W końcu nawet pozwolił na jeden delikatny pocałunek, później na każde następne, obejmując w końcu ciemnowłosego i nieco nieśmiało odwzajemniając pieszczotę. Kanon wiedział, ze Aoi oczekuje nieco więcej i pomału do tego dąży, jednak tym razem nie bronił mu. Nie pytał się czy to jest w porządku i czy powinni tak postępować. W tym momencie czuł, że najwyraźniej tego im obu brakowało – tej bliskości i tych pocałunków. Młodszy nie protestował, gdy ciemnowłosy powoli ściągnął z niego koszulkę i położył na łóżku. Drżał pod dotykiem jego dłoni, błądzących po jego ciele, powoli kierujących się coraz niżej. Jednak Aoi dziś najwyraźniej nie chciał się spieszyć. Przytulił jedynie chłopaka, gładząc go po włosach.
- Nie chcę, by to tak wyglądało – szepnął. – Że później znikniesz i będziemy udawać, iż nic takiego nie było...
- To brzmi tak, jakbyś... – Kanon nie mógł dokończyć zdania, gdyż gitarzysta zamknął mu usta długim pocałunkiem. Zresztą nie było potrzeby kończyć tej wypowiedzi. Domyślił się, ale czuł się nieswojo z myślą, iż nie może mu powiedzieć tego samego. – Aoi... – jęknął, gdy dłoń ciemnowłosego wsunęła się pod jego spodnie. Z minuty na minutę jego oddech zaczął przyspieszać, jednak chłopak nie chciał, by tak to wyglądało. Delikatnie powstrzymał Aoi’ego, by później samemu zacząć pieścić jego ciało i chcąc dostarczyć mu tej samej przyjemności, co on jemu. Nie protestował, gdy ciemnowłosy powoli wszedł w niego. Jak za pierwszym razem, wręcz płakał z bólu, tak teraz nie czuł nic oprócz narastającej przyjemności. Nie wiedział dlaczego, nie rozumiał tego, ale teraz pragnął oddać całego siebie, bez względu na to, jak ta znajomość się rozwinie.
Leżeli później jeszcze długo obok siebie, uspokajając oddechy. Mimo wszystko obaj mieli wrażenie, że myślą o tym samym, jednak jakoś nie kwapili się by głośno porozmawiać na ten temat. Kanon domyślał się, co czuje, czy też zaczyna czuć Aoi. Było to dla niego zaskakujące, a że nie znalazł się jeszcze w takiej sytuacji, nie bardzo wiedział co powiedzieć. Czarnowłosy jednak zdawał się od niego nic nie wymagać. Teraz tylko wciąż przytulał go do siebie z lekkim uśmiechem.
- Proszę, powiedz mi wreszcie prawdę – basista zdecydował się przerwać milczenie, obawiając się jednak, że zniszczy jednym pytaniem całą miła i sielankowa atmosferę. – Czy ty coś do mnie... No wiesz, czy...
- Dlaczego ma to takie znaczenie dla ciebie? – odpowiedział Aoi, a na jego twarzy pojawił się ledwo zauważalny smutek. – Nie musimy w to mieszać moich uczuć, Non-chan... Tym bardziej, że nie powiesz mi tego samego...
- Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem... Przepraszam... – młodszy przewrócił się na drugi bok i szczelniej przykrył kołdrą. Zdziwił się, gdy Aoi przytulił się do jego pleców, jednak równocześnie poczuł ulgę, że nie obraził się na niego, a z drugiej strony zalała go przyjemna fala ciepła. Chyba to był bodziec, by w końcu to zaproponować. – Pozwólmy się temu rozwijać...
Aoi nie odpowiedział, ale sadząc po tym, że jeszcze bardziej się przytulił, zgodził się na propozycję. Tak było najbezpieczniej i najsensowniej. Żadnych kłamstw i patetycznych miłosnych wyznań. Nie byłoby w tym najmniejszego sensu, bo wszystko i tak przyjdzie naturalnie.
_____________________
End
Btw, dosłownie przed chwile dorwałam i jestem zachwycona ^-^ Posłuchajcie sobie *-*
A jako dodatek, wreszcie zakończenie "Centrum handlowego" ^^' I nadal twierdzę, że nie umiem pisać yaoi ^^'
_____________________
Zaskakujące było, że pomimo różnicy wieku tak dobrze się dogadywali. Starszy gitarzysta okazał się być wesołą i sympatyczną osobą, mimo iż wyraźnie spoważniał i z chłopaka zaczynał stawać się prawdziwym mężczyzną. Nie dało się tego przeoczyć. Gdy Kanon dorwał w jednym z magazynów jego ostatnią sesję zdjęciową, był naprawdę zaskoczony i przez kilka chwil kartkował gazetę, zanim złapał nieco zniecierpliwione spojrzenie sprzedawcy.
Młody basista wciąż postrzegał go jednak w dwóch aspektach, mimo iż usilnie starał się skupić bardziej na charakterze czarnowłosego, niż na jego innych walorach. Od incydentu z zepsutym samochodem, Kanon bywał u niego kilka razy, ale nigdy nie wylądowali w łóżku, czego chłopak się obawiał. Wreszcie zaczął czuć się nieco swobodniej w towarzystwie Aoi’ego, choć gdy tamtemu zdarzało się pocałować go delikatnie na pożegnanie, znów zaczynał się czuć nieco niezręcznie. Tym bardziej, że Miyavi bywał znacznie częściej i w wiadomych celach. Zdecydowanie nie lubił się mijać z nim w domu gitarzysty, gdyż zazwyczaj tamten zdawał się lubić wprawiać go w zakłopotanie, nagminnym przytulaniem go. Żeby tylko przytulaniem. Gdyby nie interwencje Aoi’ego, Kanon wylądował by w łóżku wokalisty, który dodatkowo chciałby mieć czarnowłosego jeszcze do towarzystwa. Jednak ani basista, ani Aoi nie wyrażali na to najmniejszych chęci.
Jeżeli chodziło zaś o pozostałych członków zespołów, to jak w An Cafe wszyscy wiedzieli o nowej znajomości Kanon’a, tak w Gazette tylko Uruha orientował się co i jak. Aoi zresztą wolał by tak to zostało, gdyż nie miał ochoty znosić docinków Reity. Kanon zaś musiał nauczyć się przestać reagować na zaczepki kumpli i pytania o to, czy znów jedzie do swojego chłopaka.
Próba, a właściwie przerwa na kawę, gdyż było dość wcześnie. Tak przynamniej twierdził Miku, gdyż dla niego dziesiąta to wczesny ranek. Właściwie koledzy nie zwracali na niego uwagi, gdyż wiedzieli, iż ich kumpel wczorajszego wieczoru był na jakimś przyjęciu. Gdy wokalista wypijał drugą kawę pod rząd, drzwi od studia otworzyły się cicho, a osoba która pojawiła się na progu, spowodowała, iż Kanon rozlał zawartość swojego kubka.
- Cześć – Aoi bez skrępowania wszedł do środka i spojrzał po nieco zaskoczonych minach młodszych kolegów, po czym zwrócił się do Kanona. – Możemy pogadać?
Basista zdołał jedynie skinąć głową w odpowiedzi. Zbyt zszokowała go obecność czarnowłosego w ich studiu, gdyż zdecydowanie się tego nie spodziewał. Nie docierała do niego rozmowa gitarzysty z Miku, który z uśmiechem wskazał małą kuchnię, gdzie można spokojnie porozmawiać. Nie zwrócił też uwagi na wołanie reszty kolegów, by się nie spieszyli, ale bardzo dobrze poczuł, jak Aoi lekko obejmuje go i prowadzi do pomieszczenia obok. Gdy drzwi wreszcie się zamknęły, udało mu się wydusić pytanie.
- Co tu robisz?
- Właściwie to chciałam ci o czymś powiedzieć – gitarzysta podszedł bliżej i przyciągnął do siebie młodszego, tak że nie dzieliła ich właściwie żadna odległość, po czym dodał. – Osobiście...
- Chyba już o tym rozmawialiśmy... Wtedy... Ja... – chłopakowi nie dane było do kończyć zdania, gdyż czarnowłosy pocałował go, tym razem jednak leniwie i nie nachalnie. Gdy oderwał się na chwilę, Kanon spojrzał na niego wojowniczo. – Nie tutaj. I mów wreszcie o co chodzi, bo mnie chłopaki zabiją, jeżeli próba się przedłuży...
- Mnie Kai zabije, jak ja nie wrócę do nas na próbę – roześmiał się gitarzysta, uwalniając kolegę z objęć. – Właściwie, to chciałam zaprosić cię na jutrzejsza imprezę u mnie. Będą co prawda chłopaki z zespołu, ale jak chcesz możesz zabrać jeszcze kogoś ze sobą....
- Nie mogłeś powiedzieć mi tego przez telefon? – Kanon sięgnął do kieszeni po papierosy i odpalił jednego.
- Nie mów, że ci się nie podobało...
- Podobało, podobało... – basista machnął niecierpliwie ręką, ale pod wpływem wyczekującego spojrzenia starszego, dodał. – Dobra, przyjdę...
Aoi uśmiechnął się i raźnym krokiem ruszył do drzwi. Przez chwilę zawahał się, po czym otworzył je z rozmachem. Miał w tym swój cel, gdyż ten niespodziewany ruch, sprawił, że podsłuchująca reszta zespołu An Cafe, odskoczyła jak oparzona, po czym bardzo szybko znalazła sobie jakieś inne zajęcia, udając, że kompletnie nic nie słyszeli i nie widzieli. Ciemnowłosy pokręcił z rozbawieniem głową, machnął jeszcze wszystkim na pożegnanie i szybko ruszył na parking do samochodu. I tak był już spóźniony na próbę.
Gdy Kanon wyszedł do chłopaków, zaraz został zaatakowany ciekawskimi spojrzeniami, ale chyba tylko Yuuki zdecydował się zadać pytanie.
- To prawda co Miku widział przez dziurkę od klucza? – wokalista nagle stwierdził, że musi wyjść do toalety i zniknął w przeciągu kilku sekund, natomiast klawiszowiec uściślił swoje pytanie, widząc zdziwienie Kanona. – No, że się całowaliście?
Basista najpierw nie wiedział co odpowiedzieć, jednak za chwilę priorytetem stało się zamordowanie Miku, który podejrzanie długo nie wracał. Wreszcie do studia zaciągnął go Teruki, a wokalista został obdarowany mocnym pacnięciem w głowę przez Kanona. Gdy wreszcie przestali się kłócić o podglądanie i podsłuchiwanie, mogli kontynuować próbę.
Aoi po raz któryś musiał biec otworzyć drzwi. Dziwił się, że aż tyle osób zaprosił i w sumie niepotrzebnie mówił, iż mogą zabrać kogoś do towarzystwa. Owszem, miał dość spory dom, jednak po przybyciu większość gości salon wydał się podejrzanie ciasny. Dobrze, że pogoda dopisywała i mógł pootwierać okna, gdyż większość towarzystwa stanowili palacze i wszystko nieuchronnie mogło przesiąknąć papierosowym dymem. Gitarzysta rozejrzał się po twarzach zebranych – wszyscy to znajomi z wytwórni, kilka osób to ktoś z dawnych czasów, jednak brakowało mu tu dwóch osób. Pewnie dlatego za każdym razem, gdy rozległ się dzwonek drzwi, szedł otworzyć z nieco bijącym sercem. Tak było i tym razem. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa, gdy osoba stojąca na progu z miejsca przyszpiliła go do ściany i chciwie pocałowała. Gdy udało mu się wreszcie wyswobodzić, rzucił krótkie niezbyt przyjazne spojrzenie.
- Meev, oby to był ostatni raz na tej imprezie.
- Co, kryjesz się przed kumplami?
- Tylko Uruha wie – rzucił niechętnie czarnowłosy, prowadząc kumpla do reszty gości. Za chwilę dodał cicho. – Zaprosiłem Kanon’a...
- Spodobał ci się chłopak, co? - zapytał równie cicho Miyavi, co jakiś czas witając się entuzjastycznie z pozostałymi. Widząc jednak naburmuszoną minę Aoi’ego który nie miał najmniejszej ochoty odpowiadać na to pytanie postanowił nie poruszać tego tematu.
Mijały kolejne godziny, a Kanon nie pojawiał się. Aoi zastanawiał się, dlaczego ten fakt tak go martwi. Może to była kwestia tego, że ostatnio spędzili trochę czasu ze sobą, poznali się bliżej i zaczęli naprawdę dobrze dogadywać. Jednak ta okazja mogła nie być najlepsza do spotkania się, bo chłopak właściwie nikogo oprócz niego i Miyavi’ego nie znał i pewnie dlatego wolał nie przychodzić. A znając humory Reity i Uru gdy sobie wypiją, na młodszym nie zostałaby sucha nitka.
Czarnowłosy wyciągał z zamrażarki kolejne dwie butelki wysokoprocentowego napoju, gdy poczuł jak ktoś chwyta go za biodra. Nie musiał się nawet oglądać, kto to, tylko strzepnął niecierpliwie dłonie napastnika i wyprostował się. Jakoś nie uśmiechało mu się, żeby ktokolwiek się czegoś dowiedział. I tak Uruha krzywo się na niego patrzył z niewiadomych powodów, szczególnie, gdy Miyavi kręcił się gdzieś obok czarnowłosego. Jednak wyższy chłopak dziś już wypił wystarczająco dużo, by nabrać chęci dobrania się do Aoi’ego. Gitarzysta musiał tłumaczyć mu cierpliwie, że nie teraz i nie tutaj i pewnie, dlatego nie usłyszał dzwonka do drzwi.
Kanon jeszcze raz nacisnął przycisk, ale już zaczął wątpić by ktoś cokolwiek usłyszał. Z otwartych okien wylewała się głośna muzyka i śmiechy. Chłopak zerknął na Miku, który rozglądał się z ciekawością dookoła. Nie wiedział, po co zabrał akurat wokalistę. Chyba tylko, dlatego, że podsłuchał rozmowę jego i Aoi’ego i uparł się, że chce iść na imprezę. I to właśnie przez Miku, obaj przyszli zdecydowanie spóźnieni. Kanon nawet nie chciał myśleć ile to było czasu. Ponownie nacisnął dzwonek i długo przytrzymał przycisk, gdy nagle drzwi otworzyły się.
- Nie dzwoń tak do cholery! – obaj spojrzeli zaskoczeni na tego kto im otworzył i za chwilę rozpoznali Uruhę. Gitarzysta także przyglądał się im ze zdziwieniem, ale w końcu przepuścił w drzwiach. – Aoi jest w kuchni i jak mniemam zabawia się z Miyavi’m. Wchodźcie i rozgośćcie się.
Chłopaków przywitały zaciekawione spojrzenia, przez co czuli się trochę jak jakieś okazy na wystawie, jednak za chwilę zebrało się wokół nich mnóstwo ludzi, z których każdy chciał podać rękę, przedstawić się i zagadać. Tak, zdecydowanie alkohol zrobił swoje i po chwili młodsi muzycy zostali wciągnięci w wir zabawy i rozmów. To zamieszanie ściągnęło Aoi’ego do pokoju, który rozpromienił się na widok Kanon’a. Od razu przysiadł się do chłopaka.
- Co tak długo?
- Miku nie potrafi się szybko zebrać – odpowiedział basista, wskazują na wokalistę, który akurat toczył zawziętą dyskusję z chłopakami z alice nine. – Przepraszam...
- Daj spokój – czarnowłosy poczochrał młodszego po włosach i uśmiechnął się. – Dzięki, że w ogóle jesteś...
Kanon również lekko uśmiechnął się. Tak w ogóle to poczuł ogromną ulgę. Ani Aoi się nie złościł, ani nikt nie potraktował ich jak intruzów – ogólnie wszystko wyglądało nadzwyczaj idealnie. Ale oczywiście coś, a dokładniej ktoś musiał przerwać tę sielankę. Pierwszą taką osobą był oczywiście Miyavi, który gdy tylko spostrzegł chłopaka zaraz się do niego przykleił i zaczął zagadywać. Jednak tym, kto wyswobodził go z jego objęć nie był czarnowłosy gitarzysta, ale jego kumpel Uruha, który poprosił Kanon’a na słówko. Jedynym miejscem, gdzie można było spokojnie porozmawiać, okazała się być kuchnia i tam obaj się udali. Jasnowłosy przez chwilę zupełnie się nie odzywał, tylko palił papierosa, ale w końcu zapytał:
- Dlaczego cię zaprosił?
- Aoi? Nie wiem, tak po prostu... – Kanon był zaskoczony pytaniem starszego kolegi. Czuł, że zachowuje on jakiś dziwny dystans i odnosi się do niego nieco chłodno. Jedna myśl, która wpadła mu do głowy była wręcz nieprawdopodobna, ale jednocześnie bardzo wiele mu tłumaczyła. Przez dłuższą chwilę zbierał się na odwagę by zapytać. – Słuchaj, to nic poważnego... ja nie będę stać nikomu na drodze...
- O czym ty w ogóle mówisz? – Uru uniósł brwi w zdziwieniu, a po chwili jednak zorientował się o co chodzi chłopakowi. – Nic mnie z Aoi’m nie łączy. Tu raczej chodzi o ciebie.
- Nie rozumiem – młodszy nadal nie bardzo wiedział, o co chodzi gitarzyście, choć podświadomość, podpowiadała mu dość zaskakujące rozwiązanie. – Przecież my nic...
- Nie? – tym razem jasnowłosy był kompletnie zaskoczony. – Aoi dość często o tobie wspomina i to w superlatywach, więc byłem przekonany, że coś więcej się szykuje... Słuchaj młody, nie patrz się tak na mnie – Uruha roześmiał się głośno widząc spojrzenie chłopaka. – Mówię, że nic mnie z nim nie łączy. No może oprócz jednego niefortunnego zdarzenia, ale pewnie już ci o tym opowiedział.
- Nie mówiłem - nagle w kuchni pojawił się czarnowłosy gitarzysta, podszedł do Kanon i lekko objął go ramieniem. – Co ty wymyślasz Uruha? Idź do Reity, bo się zaraz z Sagą pokłóci.
- Nie mam jeszcze przypadkiem pilnować Meev’a?
- Nie, bo zasnął na kanapie – Aoi roześmiał się, a gdy młodszy gitarzysta wyszedł, usiadł się na krześle obok. – Dlaczego masz taką zaskoczoną minę?
- Bo byłem przekonany, że on jest o ciebie zazdrosny – odpowiedział basista będąc przy tym nieco zażenowanym.
- Uru? Nie żartuj. Od miesiąca robi podchody w stronę Reity, tylko tamten debil tego nie zauważa.
- A między wami... ?
- Dlaczego pytasz? – czarnowłosy spojrzał badawczo na młodszego, który odwrócił głowę, starając się ukryć coraz bardziej czerwone policzki. – Kanon, wiedz, że jedyne co nas łączy to fakt, że się raz przespaliśmy... To jest ten tragiczny pierwszy raz z facetem o którym ci kiedyś napomknąłem.
Kanon jakoś nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. Z jednej strony czuł ulgę, a z drugiej zastawiał się, dlaczego nagle rozmowa zeszła na tak nieoczekiwany tor. Miał wrażenie, iż wychodzi na zazdrosnego i chce się upewnić, że Aoi jest całkowicie wolny. Nie dane było im więcej porozmawiać, gdyż nagle rozległ się hałas z salonu. Ciemnowłosy natychmiast wybiegł zobaczyć co się dzieje, jednak okazało się, że to tylko Reita chciał coś wytłumaczyć Sadze. Chyba chodziło o sposób gry na basie, jednak nie udało mu się czegokolwiek pokazać, gdyż potknął się i runął jak długi na podłogę. Wszyscy ryknęli śmiechem, natomiast Uruha zaoferował się, że odstawi basistę do domu. Potem już wszystko przebiegło bez najmniejszych problemów. Miyavi do końca wieczoru spał smacznie na kanapie, a pozostali dobrze i głośno się bawili do momentu, gdy każdemu zaczęło się chcieć spać. Ostatecznie zadzwoniono po kilka taksówek, które gdy podjechały, natychmiast zostały oblężone. Kanon przez moment wahał się czy wsiadać czy nie. Spojrzał na Miku, ale ten mrugnął do niego tylko i poklepał po ramieniu. Gdy samochody odjechały młodszy spojrzał na Aoi’ego, który wydawał się być zmęczony tym całym rozgardiaszem.
- Dlaczego zostałeś? – zapytał ciemnowłosy, przyglądając się z uwagą chłopakowi i wprowadzając go do środka.
- Po prostu chciałem – odpowiedział cicho i zaczął pomagać zbierać porozrzucane butelki i papiery. Jednak bardzo szybko zrezygnowali, gdyż okazało się to być zadaniem wymagającym dużej ilości czasu, a oni byli już zdecydowanie zmęczeni. Gdy zebrali to, co leżało gdzieś na drodze i można było się o to potknąć, Kanon udał się wziąć szybki prysznic. Jednak gdy już się wykąpał, przypomniał sobie, że przecież absolutnie nic nie ma ze sobą – ani ubrania na zmianę, ani nie poprosił o ręcznik, by się móc czymś owinąć. Minęła dłuższa chwila, gdy zakręcił wodę i zaczęło mu być zimno, dlatego zdecydował się zawołać Aoi’ego. Ten pojawił się za kilka chwil, a gdy tylko młodszy uchylił drzwi od razu wyciągnął ręcznik uśmiechając się przy tym i oszczędzając mu oceniającego spojrzenia. Rzucił tylko, że czeka na niego u siebie w pokoju i zamknął drzwi, pozostawiając chłopaka w ogromnej konsternacji. Jedno zdanie, niby niewinne, a zabrzmiało dość dwuznacznie. A może to tylko jego chora wyobraźnia? Przecież dotąd nic nie było, więc dlaczego teraz miałoby mieć miejsce? I dlaczego do jego pokoju? Przecież ma pokój gościnny. A może chciał porozmawiać? „Tak, na pewno chce porozmawiać” wmawiał sobie basista, owijając ręcznik wokół bioder i nieco niepewnie kierując kroki do sypialni Aoi’ego. Zamarł przez chwilę z ręką na klamce, gdyż akurat teraz przypomniało mu się, iż ciemnowłosy był ostatnio w stosunku do niego bardziej czuły niż zwykle. Nie przeszkadzało mu to, a nawet się cieszył, jednak teraz zawahał się. W końcu wszedł do środka. Zastał Aoi’ego siedzącego przy laptopie, ale gdy gitarzysta usłyszał, że ktoś wchodzi natychmiast odwrócił swoją uwagę od monitora.
- Nie zmarzniesz? – zapytał wstając z miejsca i podchodząc do szafy. – Jak chcesz, mogę dać ci do ubrania, to co ostatnio...
- Byłbym wdzięczny...
Kanon ponownie otrzymał ten sam dres, który miał na sobie, gdy pierwszy raz wylądował w mieszkaniu gitarzysty, który teraz udał się wreszcie pod prysznic. Chłopak szybko przebrał się, jednak nie wiedział co ma dalej robić. Czy może przenieść się do pokoju, gdzie ostatnio nocował, czy poczekać tutaj. A jeżeli tak, to czym się przez chwilę zająć. Zerknął w stronę laptopa, jednak bardzo szybko porzucił zamiar zobaczenia, czego tamten szukał – nie był aż tak ciekawski jak Miku, a zresztą nie chciał narobić sobie problemów. Usiadł na skraju łóżka i zaczął się rozglądać po niewielkiej sypialni. W porównaniu to ogromnego domu, była bardzo mała, ale za to przytulna. Po chwili wrócił gitarzysta i najwyraźniej wydawał się zaskoczony obecnością chłopaka. Przysiadł się do niego i powiedział:
- Byłem przekonany, że pójdziesz do tamtego pokoju – nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi, a młodszy znów tylko uparcie wpatrywał się w swoje dłonie. – Jak chcesz zostać, to nie widzę problemu – dodał unosząc głowę chłopaka, tak by móc spojrzeć na niego, po czym pochylił się zamierzając go pocałować.
- Dlaczego to robisz? – zapytał Kanon, odsuwając się. – Nie jestem Miyavi’m...
- Wiem – odpowiedział ciemnowłosy, mając spokojny, ale przy tym zdecydowany ton. – I pytasz się dlaczego... – Aoi zamyślił się na chwilę, po czym roześmiał. – Nie przywykłem do takich scen. A tak szczerze, to nie wiem Non-chan...
- Skąd...?
- Ten twój kumpel, Miku o ile się nie mylę, tak do ciebie mówił – przerwał ciemnowłosy, któremu spodobało się to zdrobnienie i tak teraz mu pasowało do chłopaka, który siedział nieco zakłopotany tak jak wtedy, gdy pierwszy raz doszło między nimi do czegoś poważniejszego. Wydało mu się to dość zabawne, porównując z zachowaniem kreowanym przez Kanona na koncertach czy sesjach zdjęciowych, a nawet z tym jaki był, gdy ot tak zwyczajnie rozmawiali na stopie przyjacielskiej. Dopiero niedawno postanowił spróbować skierować tę znajomość na nieco inny tor, ale przy tym nie odstraszyć młodszego. Wolał poczekać na jego zgodę, niżeli narażać tę znajomość. Dlatego teraz siedzieli w milczeniu obok siebie, nie chcąc wykonać żadnego gestu, zupełnie tak jak za pierwszym razem. Aoi widział, że Kanon chce coś powiedzieć i cierpliwie czekał. Gdy tamten się odezwał, praktycznie go nie usłyszał i poprosił o powtórzenie. Chłopak przełknął ślinę i powiedział nieco głośniej.
- Wiesz, że nie powiem ci tego, czego byś pewnie oczekiwał, prawda?
- Wiem. Nie będę cię przecież zmuszał – gitarzysta ponownie podjął próbę zbliżenia się do chłopaka i tym razem tamten nie odsunął się, nie strącił ręki Aoi’ego ze swojego ramienia. W końcu nawet pozwolił na jeden delikatny pocałunek, później na każde następne, obejmując w końcu ciemnowłosego i nieco nieśmiało odwzajemniając pieszczotę. Kanon wiedział, ze Aoi oczekuje nieco więcej i pomału do tego dąży, jednak tym razem nie bronił mu. Nie pytał się czy to jest w porządku i czy powinni tak postępować. W tym momencie czuł, że najwyraźniej tego im obu brakowało – tej bliskości i tych pocałunków. Młodszy nie protestował, gdy ciemnowłosy powoli ściągnął z niego koszulkę i położył na łóżku. Drżał pod dotykiem jego dłoni, błądzących po jego ciele, powoli kierujących się coraz niżej. Jednak Aoi dziś najwyraźniej nie chciał się spieszyć. Przytulił jedynie chłopaka, gładząc go po włosach.
- Nie chcę, by to tak wyglądało – szepnął. – Że później znikniesz i będziemy udawać, iż nic takiego nie było...
- To brzmi tak, jakbyś... – Kanon nie mógł dokończyć zdania, gdyż gitarzysta zamknął mu usta długim pocałunkiem. Zresztą nie było potrzeby kończyć tej wypowiedzi. Domyślił się, ale czuł się nieswojo z myślą, iż nie może mu powiedzieć tego samego. – Aoi... – jęknął, gdy dłoń ciemnowłosego wsunęła się pod jego spodnie. Z minuty na minutę jego oddech zaczął przyspieszać, jednak chłopak nie chciał, by tak to wyglądało. Delikatnie powstrzymał Aoi’ego, by później samemu zacząć pieścić jego ciało i chcąc dostarczyć mu tej samej przyjemności, co on jemu. Nie protestował, gdy ciemnowłosy powoli wszedł w niego. Jak za pierwszym razem, wręcz płakał z bólu, tak teraz nie czuł nic oprócz narastającej przyjemności. Nie wiedział dlaczego, nie rozumiał tego, ale teraz pragnął oddać całego siebie, bez względu na to, jak ta znajomość się rozwinie.
Leżeli później jeszcze długo obok siebie, uspokajając oddechy. Mimo wszystko obaj mieli wrażenie, że myślą o tym samym, jednak jakoś nie kwapili się by głośno porozmawiać na ten temat. Kanon domyślał się, co czuje, czy też zaczyna czuć Aoi. Było to dla niego zaskakujące, a że nie znalazł się jeszcze w takiej sytuacji, nie bardzo wiedział co powiedzieć. Czarnowłosy jednak zdawał się od niego nic nie wymagać. Teraz tylko wciąż przytulał go do siebie z lekkim uśmiechem.
- Proszę, powiedz mi wreszcie prawdę – basista zdecydował się przerwać milczenie, obawiając się jednak, że zniszczy jednym pytaniem całą miła i sielankowa atmosferę. – Czy ty coś do mnie... No wiesz, czy...
- Dlaczego ma to takie znaczenie dla ciebie? – odpowiedział Aoi, a na jego twarzy pojawił się ledwo zauważalny smutek. – Nie musimy w to mieszać moich uczuć, Non-chan... Tym bardziej, że nie powiesz mi tego samego...
- Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem... Przepraszam... – młodszy przewrócił się na drugi bok i szczelniej przykrył kołdrą. Zdziwił się, gdy Aoi przytulił się do jego pleców, jednak równocześnie poczuł ulgę, że nie obraził się na niego, a z drugiej strony zalała go przyjemna fala ciepła. Chyba to był bodziec, by w końcu to zaproponować. – Pozwólmy się temu rozwijać...
Aoi nie odpowiedział, ale sadząc po tym, że jeszcze bardziej się przytulił, zgodził się na propozycję. Tak było najbezpieczniej i najsensowniej. Żadnych kłamstw i patetycznych miłosnych wyznań. Nie byłoby w tym najmniejszego sensu, bo wszystko i tak przyjdzie naturalnie.
_____________________
End
Subskrybuj:
Posty (Atom)

