Ja czułam, że to będzie COŚ. I moje przeczucia się sprawdziły. Bo oto the GazettE raczyło mnie zabić swoim nowym kawałkiem o wdzięcznym tytule „LEECH”. Co mogę powiedzieć, wreszcie trochę ochłonąwszy? Początek... Te chórki, te gitary, a potem ten wrzask, a ja zaczynam zdychać. Ruki wreszcie ze swoim wokalem, a ja cieszę jeszcze bardziej, przejście wraz z tzw. „ryczeniem” reszty chłopaków, znów chórki i... Refren, a ja płaczę rzewnie ze szczęścia twierdząc, że Gazeciarze skomponowali kolejny, rewelacyjny kawałek. Później to tylko się rozpływać, drżeć gdy przewija nam się motyw muzyczny otwierający ich OHP, a na sam koniec po prostu umrzeć. W listopadzie to po mnie już nic nie zostanie chyba, jeżeli w ogóle dożyje, bo jak mamy nowy song, to i PVka się szykuje. A biorąc pod uwagę ich najnowszą sesję zdjęciową, to ja wolę nie myśleć, co się ze mną stanie.
GAZEROCK IS NOT DEAD!
Ta, może i mam nieźle namieszane w głowie, ale nikt mi tego nie zabroni. Taka już jestem i dobrze mi z tym. Nazywajcie to jak chcecie. Nazywajcie mnie też jak chcecie. Ja się cieszyć będę i mam pełne prawo, w domowym zaciszu, bawić się w fangirla.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


2 komentarze:
A jak można Ciebie nazywać, cio :)? Ja doskonale rozumiem Twoje uczucia, bo ten song jest cudny!!
I tyle jestem w stanie napisać... :)
A jak Ci sie podoba nowy klip??Leecha?
Prześlij komentarz