Jestem w szoku, że tego tu nie umieszczałam... Ale to później...
Także no... Bycia fangirlem ciąg dalszy i coś mi się widzi, że jeszcze trochę to potrwa ^^'
Poza tym miło jest, że ktoś sięga po j-rocka, jednakże stwierdzam, że wszyscy muzycy są totalnie zryci. Nie ważne czy to perkusista czy gitarzysta, Japończyk czy mój kumpel... Wszyscy jak jeden mąż mają nierówno pod sufitem. I dlaczego poznany dopiero co Stasiu [jak się przedstawił], stwierdza, że może mnie przytulić na pożegnanie, bo już się znamy? >.< Ech, życie ^^' A teraz stary dość "twór" i moje pierwsze podejście do narracji pierwszoosobowej ^^'
______
Tylko Od pewnego czasu wszystko układało mi się nie tak. Nie ważne czy było to drobne uszkodzenie drzwiczek od szafki, które przez moje zwlekanie z naprawą, zaowocowało wysypaniem się jej zawartości na moją głowę. Albo to po prostu przez moje zagmatwane myśli i galopującą wręcz wyobraźnie, podsuwającą mi tak niewiarygodne obrazy, iż chciałem skorzystać z rad psychologa. A to wszystko zaczęło się... Nawet nie wiem kiedy. Dziwi mnie jednak, że dopiero teraz zacząłem to „coś” dostrzegać. I zacząłem podejrzewać, iż właśnie to wywoływało ten chaos wokół mnie. Nie potrafiłem się skupić. Już któryś dzień z rzędu chłopaki powtarzali mi, że mnie nie poznają i na wszelkie sposoby próbowali przywrócić „dawnego mnie”. Muszę powiedzieć, że nigdy nie widziałem, że moi koledzy potrafią zachowywać się jak skończeni idioci, usiłując mnie rozśmieszyć. Najbardziej zaskoczył mnie nasz lider, który zazwyczaj w czasie promocji przedkłada pracę nad rozrywki. Ale dzisiaj to właśnie nasz perkusista, zaproponował wspólne wyjście na imprezę. Reita zakomunikował, że przyjedzie po mnie po dziewiętnastej. Wiedziałem, że nie muszę się spieszyć – on zawsze się spóźniał. Tak jak myślałem. Po godzinie dwudziestej, Reita zapukał intensywnie do drzwi mojego mieszkania, a gdy tylko je uchyliłem, nie dawał mi dojść do słowa ciągle przepraszając za spóźnienie. Powiedziałem mu, żeby nie tłumaczył się przede mną, tylko przed Kaiem. Uciszyło go to na kilka sekund, po czym zaczął mnie poganiać. Gdy podjechaliśmy pod klub okazało się, że narazie przyszedł tylko Ruki. Na nasze pytające spojrzenia odpowiedział, że lider się spóźni, bo pojechał po Aoi’ego. Właśnie. Nasz drugi gitarzysta – powód mojego ostatniego „dziwnego” zachowania, jak to określili moi drodzy koledzy. Jednak skwapliwie ukrywałem ten fakt, a przynajmniej starałem się ze wszystkich sił. Nikt nie musiał widzieć, że ciągle na niego zerkam, że na dźwięk jego imienia zaczynam się rozglądać, że moją twarz pokrywa delikatny rumieniec za każdym razem, gdy zwróci się do mnie. To jest normalne? Oczywiście... Tylko nie w przypadku dwóch facetów – tak przynamniej twierdzi większość naszego społeczeństwa. Dlatego, choćby mnie torturowano, nie przyznam się, że... No właśnie... Do czego właściwie się nie przyznam? Moje chwilowe „wyłączenie się” zostało bardzo szybko zauważone. Gorzej... Potwierdziło najbardziej czarne scenariusze, które układałam sobie w głowie. Oni wiedzieli. - Nie martw się, przyjedzie za chwilę – Ruki uśmiechnął się przyjaźnie, klepiąc mnie po ramieniu. Najwyraźniej zauważył, że rozglądałem się wokół, szukając wzrokiem znajomej sylwetki. - Wcale się nie martwię – burknąłem, odwracają się by nie mógł zauważyć rumieńca pojawiającego mi się na policzkach. – Wchodzimy do środka, czy czekamy na nich? - Właśnie przyjechali – Reita wskazał znajomy samochód, który właśnie podjechał na parking. Kai powitał nas jak zwykle uśmiechem i zaczął mówić coś o korkach, ale go nie słuchałem. Bardziej zainteresował mnie on. Patrzyłem na niego tak, jakbym go nigdy nie widział. Coś do mnie mówili, a ja nie mogłem oderwać wzroku od naszego czarnowłosego gitarzysty. Ubrał się niemal zwyczajnie i jak zwykle na czarno - tegoż koloru luźna koszula z nie do końca zapiętymi guzikami oraz zwykłe czarne spodnie. Mimo, iż było już ciemno miał ciemne okulary, a grzywka lekko opadała mu na twarz, którą zdobił teraz nieznaczny uśmiech. Gdyby nie Kai, który pociągnął mnie za ramię, nadal wpatrywałbym się jak urzeczony w Aoi’ego. W końcu weszliśmy do klubu. Prawdę powiedziawszy, nie miałem ochoty w ogóle tu przychodzić. Jedyne czego potrzebowałem to mojego łóżka, telewizora i „czegoś mocniejszego”. I tak przesiedziałbym cały wieczór pozwalając swoim myślom płynąć swobodnie w dobrze znanym mi kierunku. Jednak teraz nie musiałem puszczać wodzy fantazji, gdyż obiekt mojego zainteresowania siedział tuż obok mnie. Czułem się niezręcznie i ciągle miętosiłem w spoconych dłoniach wziętą ze stołu serwetkę, starając się nie spoglądać na Aoi’ego. Poczułem ulgę, gdy został oddelegowany, by przynieść nam piwo. Jednak nie dane mi było odprężyć się, gdyż chłopaki postanowili porozmawiać ze mną. - I co masz zamiar z tym zrobić? – zapytał bez wstępów Ruki. - Z czym? – zdziwiłem się, wbrew sobie szukając wzrokiem drugiego gitarzysty w tłumie gości. - Raczej z kim – sprostował Reita. – Myślisz, że nie widzimy jak się na niego gapisz? Milczałem. Nie miałem najmniejszej ochoty dzielić się moimi uczuciami, mimo iż wiedziałem, że chłopaki chcą mi najwyraźniej pomóc. Irytujące było to, iż oni wiedzieli co się dzieje w moim sercu, a ja oczywiście temu zaprzeczałem. Nie potrafiłem głośno przyznać się do tego. A już napewno byłem rozdarty – bo z jednej stron, chciałem zatrzymać to wszystko w sobie. Może kiedyś mi przejdzie... Natomiast z drugiej nie pragnąłem niczego innego jak bycia przytulonym przez niego. Tylko tyle i aż tyle. Potem może coś więcej... Nie, to już jest chore! Czułem na sobie wyczekujące spojrzenia kumpli, bo już jakiś czas zwlekałem z odpowiedzią. Jednak nie dokończyliśmy rozmowy, gdyż Aoi wrócił do stolika. Czas dłużył się niemiłosiernie. Wypijaliśmy kolejne piwa, co jakiś czas schodząc na parkiet. Około trzeciej w nocy zacząłem być już zmęczony. Gdy siedziałem przy stoliku, głowa sama zaczęła mi opadać i dobrze wiedziałem, że mogę zaraz usnąć, nie zważając na hałas panujący wewnątrz. Nagle poczułem, że ktoś ciężko zwala się koło mnie na kanapę. Gdy odwróciłem głowę, serce mało mi nie wyskoczyło z piersi. - Uru, nie śpij – uśmiechnął się do mnie Aoi. - Yhym – mruknąłem niezbyt inteligentnie w odpowiedzi. - Przejdziemy się? – zapytał ni stąd ni zowąd. Co miałem odpowiedzieć? Co zrobić? Ostatecznie posłuchałem się serca, które wrzeszczało „idź i wykorzystaj szansę”. Tak, zdecydowanie była to możliwość, by pobyć z nim trochę sam na sam. Dawno nie mieliśmy ku temu okazji. Byliśmy obaj zapracowani, jak cały zespół zresztą. Teraz jednak przemierzaliśmy kolejne uliczki w milczeniu. Jak dla mnie, było to bardzo krępujące i drżałem za każdym razem, gdy Aoi przypadkiem otarł się o mnie ramieniem. Gdy dotarliśmy do jakiegoś małego parku, przestałem czuć w sobie alkohol, który mnie usypiał. Przysiedliśmy na moment na ławeczce, a ja czułem się coraz dziwniej. On był jednocześnie tak blisko i tak daleko. Przyznam się, że bolało mnie to, iż wszyscy wiedzą co czuję, tylko nie on sam. Teraz też zdawał się nie zwracać na mnie uwagi, spoglądając w niebo. W końcu odwrócił twarz w moją stronę. - Co się z tobą ostatnio dzieje, co? – zapytał. - Kai cię na mnie nasłał? – zapytałem, zmęczony już ciągłym martwieniem się o mnie. - Nie, sam chcę wiedzieć... Gdzie jest ten uśmiechnięty Uruha, którego znam? „Zniknął i to przez ciebie!” odpowiedziałem sobie w myślach. W ogóle chciałem wykrzyczeć mu teraz wszystko w twarz. Powiedzieć, że jest cholernie przystojnym facetem, że mi się podoba i ze to wszystko przez niego. Ale nie potrafiłem, a raczej bałem się. Czego? Wyśmiania? Czy tego, że może zacząć mnie unikać? Że zniszczę naszą długoletnią przyjaźń? Niecodziennie przecież słyszy się takie wyznania. Jakie miałem teraz wyjście? Uciec? Tak, chyba tak... Wstałem szybko z ławki i już chciałem odejść, gdy Aoi złapał mnie za nadgarstek. - Nie idź... Porozmawiajmy... „Głupi, głupi, głupi!” wrzeszczałem na siebie w myślach. „Puść mnie... Błagam, puść mnie... I nie patrzy tak na mnie...”. - O czym? – zapytałem. - O tobie? O nas? - Nie ma żadnych nas... Udało mi się wyrwać. Zacząłem biec. Jak najdalej, jak najszybciej. Tak by mnie nikt nie złapał, nie znalazł, nie zauważył. Dlaczego ja do cholery płaczę?! Dlaczego do jasnej cholery stchórzyłem?! Miałem tę szansę. Chciałem tego, ale uciekłem. Tak jestem tchórzem, który najwyraźniej wstydzi się swoich uczuć, tchórzem, który marnuje chyba jedyną szansę w swoim życiu. Szansę na bycie z kimś. Szanse na uczucie, jakie by ono nie było... Jestem skończonym kretynem. Wiem, że będę tego żałował, ba, już żałuję... On dał mi wyraźny sygnał, ale może tylko to nadinterpretuję? Bo serce podpowiadało co innego, a jakaś cześć mojej osobowości karciła mnie, za wyobrażanie sobie niewiadomo jakich scenariuszów. Bo czego mogłem oczekiwać? Że wyzna mi miłość, padniemy sobie w ramiona i będziemy żyć długo i szczęśliwie? To było zbyt piękne i zbyt nierealne... Głupek ze mnie... Zakochany głupek... Nie wiedziałem dokąd biegnę. Nie wiele mnie to obchodziło. Wreszcie brakło mi tchu i oparłem się o ścianę najbliższego budynku. Gdy rozejrzałem się wokół, zobaczyłem, że jestem gdzieś w połowie drogi do mojego mieszkania. Chyba podświadomość mnie tu pokierowała... Nagle zmrużyłem oczy przed ostrym światłem samochodowych reflektorów. Po chwili pojazd odjechał, a ja zobaczyłem najbardziej nieporządną teraz osobę. Swoją drogą, skąd wiedział, gdzie się udam, gdzie mnie znajdzie? Śledził mnie cały czas? Dlaczego w ogóle przyjechał? - Co tu robisz? – zapytałem, chcąc odwrócić się, by nie zobaczył moich łez. Przecież faceci nie płaczą. - Oj Uru, Uru... – Aoi szepnął tylko i... przytulił mnie. Czułem, że nie był to przyjacielski uścisk. Zdecydowanie nie, a ja się nie wahałem i objął go starając się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, o ile było to możliwe. Niech ta chwila trwa wiecznie... A jeżeli to się nie uda, to niech ona się powtórzy jeszcze raz, dwa razy... Nieskończenie wiele razy. Jak najczęściej...
piątek, 11 lipca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


3 komentarze:
Oj jak słodko ;), Mam nadzieję że będzie ciąg dalszy... Ooo właśnie dzięki za powiadomienie :), Poczułam się już lepiej i pomyślałam że wreszcie nadrobię to i owo xD, A jeszcze co do notki. NARESZCIE ktoś napisał że to Uru a nie Aoi jest zakochany, wyszło to cudnie ^^ Pozdrawiam ;* Aga-chan
Ajć, do tego ciągu dalszego nie będzie ^^' Wolę pisać jednoczęściówki, bo w innym przypadku mam problem z zakończeniem fica ^^' Niemniej dzięki za miłe słowa :)
tez to czytałam na innym blogu uwielbiam te opowiadanka szczególnie z aoi'm i uruhą
Prześlij komentarz